W poszukiwaniu innych zastosowań i tworzeniu nowego rynku zbytu

Stara prawda marketingowa głosi, że klient nie chce kupować młotka – on chce wbić gwóźdź. To hasło już wielu firmom pomogło wybrnąć z kryzysu, ponieważ można klienta przekonać, że nie potrzebuje wcale młotka, odpowiednio użyty klucz francuski także da radę. A może glan? Też jest twardy i poręczny…

Produkty kierowane do ściśle określonej grupy odbiorców same siebie ograniczają, ponieważ dokładnie ustalają możliwy rynek zbytu, który po pewnym czasie się nasyci. Można wówczas rozwijać dalej swój produkt, aby wybijał się na tle innych, można go promować, aby stał się bardziej rozpoznawalny i lepiej go kojarzono, można też spróbować sprzedać go zupełnie nowej grupie. Butów sportowych nie nosi się tylko w czasie treningu – wystarczyło przekonać społeczeństwo, że są bardzo wygodnym obuwiem na co dzień . Rynek diamentów załamuje się, ponieważ coraz mniej mężczyzn kupuje pierścionki zaręczynowe? Zróbmy z pierścionka z diamentem symbol niezależnych kobiet, które nie potrzebują męża, by kupował im szlachetne kamienie. To działa!

Kolejny sposób to znalezienie nowego zastosowania dla istniejącego produktu. Wspomniane wcześniej buty sportowe również podpadają pod tę kategorię, ale innym mogą okazać się glany z samego początku tekstu. Kojarzą się dość jednoznacznie, ale co gdyby zostały opisane i reklamowane jako bezpieczne obuwie chroniące przed urazami nogi (np. przed podeptaniem w miejskim ścisku), a do tego jako nadające się na but obronny (z powodu swojej wagi), do wbijania gwoździ i rozbijania orzechów? To ekstremalny i niezbyt realny przykład, ale dobrze obrazujący sposób działania. Coca-cola to nie tylko popularny napój, po sieci krążą dziesiątki możliwych zastosowań coli – jako odplamiacz, odrdzewiacz, sposób na usunięcie gumy do żucia z włosów albo… plam krwi, nie wspominając o przepisach wykorzystujących ją np. jako składnik do przygotowania marynaty do mięsa. Oczywiste, że ktoś je kiedyś przetestuje, a żeby to zrobić, będzie musiał kupić Coca-Colę.

Następna metoda to sztuczne wytworzenie potrzeby. Mimo że dany produkt nie jest wcale potrzebny, a jego użytkowanie nie jest nawet logicznie uzasadnione, skuteczna reklama przekona nas, że potrzebujemy pasty do zębów wypełniającej ubytki lub pojemnika na mydło, który dozuje je automatycznie, aby dzieci nie musiały dotykać brudnego dozownika.

Zostaw komentarz